Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:love:
 


author: mc
pairing: LaviAllen
rewriter: Are



−−


Lipiec 1852


Słońce od rana świeciło na niebie. Nie przeszkadzała mu żadna chmura.
Poważnie dawało się we znaki mieszkańcom Czarnego Zakonu, którzy codziennie próbowali ochronić się przed zdradzieckimi promieniami.
Nie odpuściło też Lavi'emu, ale jemu to nie przeszkadzało, gdyż leżał plecami do okna. I tak nie spał od dłuższego czasu. Uważnie wpatrywał się we wtulonego w niego, jeszcze śpiącego Allena.
Delikatnie przeczesał kosmyk jego włosów, żeby przypadkiem go nie obudzić. Usłyszał tylko cichutkie mruknięcie i poczuł lekkie uderzenie w swój brzuch. Od razu zaglądnął pod kołdrę: brzuch białowłosego z każdym dniem robił się coraz większy. Lavi'emu to jednak nie przeszkadzało.
Cmoknął ukochanego w brzuszek i uśmiechnął się.
– Lavi, daj spokój, to i tak niczego nie przyspieszy… – usłyszał.
Natychmiast wychylił się spod pierzyny, a na drodze swoich oczu zobaczył szare.
– Wiem, ale pomarzyć zawsze można… – odpowiedział z uśmiechem rudowłosy.
– Wariat… – skwitował zarumieniony Allen i pocałował chłopaka w nos. – Dostanę coś do jedzenia...?
Rudowłosy westchnął cichutko i przyjrzał się swojemu rozmówcy.
– Żadnych ukrytych czekoladek pod materacem?
– La… Lavi!
– Tylko pytam, ciekawość Bookmana. – powiedział zielonooki i uśmiechnął się szeroko.
– Timcanpy, ratuj mnie, choć ty...! – jęknął cichutko Walker, ale od Tima usłyszał to, czego nie chciał w tym momencie słyszeć. – Tim, ty zdrajco…
Golem latał wesoło nad chłopakami, a cały umazany był czekoladą. Na jego widok młody Bookman parsknął śmiechem. Allen zaś, mocno zarumieniony i zawstydzony, schował się pod kołdrę.
– Co ja z wami mam, ech...!
Na twarzy rudego znów zagościł serdeczny uśmiech. Allen jednak siedział cicho ze szkarłatnym rumieńcem.
– Przyniosę Ci tyle jedzenia ile dam radę unieść, same smakołyki!
– Wariat… – szepnął Allen i delikatnie otarł wilgotne oczy. – Głupku, znowu się ze mnie śmiejesz!
– Allen, przecież wiesz, że nie umiem… Poza tym – wszedł pod kołdrę i przytulił chłopca. – Jak mógłbym śmiać się z kogoś, kogo kocham?
Dostał palcem w brzuch.
– Przynieś mi jeść. – rozkazał szarooki.
– Tak jest...! – Lavi pocałował go w nos, co skończyło się kolejnym rumieńcem.
Bookman szybko wyskoczył z łóżka, natychmiast ubrał spodnie do kolan oraz kapcie i czym prędzej poleciał do jadalni.
Allen tymczasem próbował usiąść, co z jego teraźniejszym brzuchem było dość trudne. Tim jak zwykle pomógł mu, za co został obdarowany promiennym uśmiechem. Golem zarumienił się i dał chłopcu buziaka w policzek, zostawiając na nim sporo czekolady.
– Łobuz, miałeś nic nie jeść. – zachichotał Walker. – Pewnie mi nic nie zostawiłeś, a to miały być nasz wspólne zapasy.
Chłopak próbował udawać obrażonego, ale nie mógł. Na Tima ciężko było mu się gniewać. Timcanpy zamachał wesoło skrzydełkami i zlizał resztki czekolady z policzka właściciela. Kolejny chichot białowłosego i mocniejszy rumieniec golema.
– Można wiedzieć, czemu śmiejecie się beze mnie?
Allen zerknął na drzwi i zobaczył w nich Lavi'ego z taca po brzegi wypełnioną jedzeniem.
– Jesteś niesamowity. – szepnął cichutko, nie odrywając wzroku od tacy i wszystkich smakołyków, jakie na niej były. – Mogę...?
– Pewnie, zjedz tyle ile będziesz chciał.
Lavi uśmiechnął się ciepło i usiadł na łóżku, pozwalając tym samym, żeby jego ukochany mógł sobie spokojnie zjeść. Choć nie, spokojnie to grubo przesadzone.
Kiedy szarooki zajadał się przeróżnymi omletami, przekąskami i słodyczami, młody Bookman przyglądał mu się z troską, ale też z małą zazdrością. Chciałby mieć tak dobrze jak on, czyli wiedzieć, co dzieje się teraz z ich maleństwem.
– Znowu kopie…
– Mhm…
– Lavi...?
– Tak?
– Jesteś szczęśliwy ze mną...?
To pytanie kompletnie zbiło go z tropu. Musiał zastanowić się chwilkę nad odpowiedzią. Patrzył Allenowi prosto w oczy.
– Jestem bardzo szczęśliwy… Słowa jednak nie będą mogły tego odzwierciedlić…
Allen mocno się zarumienił i spuścił głowę. Lavi cichutko westchnął, wziął chłopca na kolana, położył dłoń na jego brzuchu i przytulił go.
– Nie umiem sobie wyobrazić mojego świata bez ciebie, mój kiełku…
– Ej, nie mów tak do m… m…
Allen nie dał rady dokończyć, gdyż Lavi zaczął już delikatnie go całować.
Nie spieszyli się. Każdy ich kolejny pocałunek był przepełniony delikatnością, troską i nadzieją.
Nadzieją, że będą mogli być ze sobą do końca życia. W słodkim szczęściu, ze swoim maleństwem. I Timem, oczywiście.


−−
©2009 ~Kaari-chan
:iconkaari-chan:

Author's Comments

to jest dowód na to, że związki homoseksualne dają potomstwo <3
prezent urodzinowy dla Are na xx urodziny. przepisany przez nią.
tytułu brak, nie chciało mi się wymyślać.
enjoy :3

Allen Walker, Lavi, Timcanpy (c) Katsura Hoshino.
fick (c) me.
january/febuary 2009.

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconaredhel-istar:
ja to kocham, i Ty o tym wiesz ;_;
idealny fick, ciepły i słodki takie lubię najbardziej. i w ogóle, ja to wszystko już mówiłam :heart:


--


All the immediate unknowns are better
Than knowing this tired and lonely fate
:iconkaari-chan:
pewnie, ze wiem ;_;
weź, miałam problem z tym co w ogóle napisać xd ale wyszło jak wyszło, i jestem z tego dumna <3

--
no matter what i wanna be by your side...
no matter what, my sweet.
--
sorry for my English :yum:
:icongwin-chan:
Poczułam się... dobra, nieważne. To skutki czytania Hilsonowego ficka. Gdzie-Wilson-jest-w-ciąży, czyli koniec-świata-jest-blisko-vel-chowajmy-się-gdzie-popadnie. I tak przypomniało mi się, o tym Twoim one-shocie... proste.

Ogółem - słodko opisane. Może zbyt, albo to ja się nie nadaję do czytania takich ckliwych rzeczy (ta, poprawna jest ta druga wersja, nie przejmuj się ). Jak to mnie, raziło mnie zdrabnianie niektórych słów, cukierkowośc; ale już nie marudzę. Chociaż określenie 'młody Bookman' do tego tekstu jakoś nie pasuje, tak sądzę. Momentami masz z lekka zbyt suchy styl, w trakcie, gdy chcesz coś przedstawic. W dialogach tego nie widac.
To tylko takie moje zdanie, z którym zgadzac się nie musisz.

Details

May 14
6.7 KB

Statistics

3
1 [who?]
76 (0 today)
1 (0 today)

Site Map